U góry cena z EMPiK-u, na dole z Saturna.
Z rok temu chyba (a może i dawniej?) Franek słusznie spostrzegł, że nowości płytowe w Saturnie zawsze są tańsze od swoich odpowiedników w empiku. Ośmieliłbym się nawet stwierdzić, że po krążki z pierwszego tłoczenia najbardziej opłaca się chodzić właśnie do Saturna!
Wczoraj wpadłem do Galerii Krakowskiej po "Cztery i pół" Łony i Webbera. W "pełnej kulturze" wszyscy kupują płyty, bo tam się kupuje i płyty i książki. Więc i ja tam poszedłem. 32,99zł wydawało mi się nawet niedużą sumą za ten album, jednak nauczony doświadczeniem wdepłem do "żeru dla skner". I co? Przechodząc w 5 min. z jednego sklepu do drugiego zaoszczędziłem równiutkie 6zł!
I to nie jest odosobniony przypadek. Pierwszy raz na ceny w obu sklepach patrzyłem chyba przy okazji wydania "Złodziei czasu" Trzeciego Wymiaru. Jeszcze była "DoReMiFaSoFa" Sofy, "O.C.B." OSTRego, "39/89 Zrozumieć Polskę", "PyyKyCyKyTyPff" L.U.C-a, "Kultur Shock" Napszykłat, "Deleted Scenes from the Cutting Room Floor" Caro Emerald... Już na tych albumach można tyle zaoszczędzić, że kolejną płytę (w tym przypadku Łony) dostajesz gratis! A gdyby przycisnąć jeszcze Franka, to wydusiłby z siebie jeszcze kilka przykładów...
Empik to dosyć dobry sklep. Drogi jak Żabka, jednak tu i tu mamy do czynienia z pewnym standardem obsługi, za który się dopłaca. Warto jednak wiedzieć, a raczej być świadomym tego, ile taki standard kosztuje.



